Archiwum

Luty 2020 w cieszyńskim PTEw

Alojzy Feliński (1771-1820)

Pierwszy czwartek – 6 lutego, wypełniła swoim wystąpieniem Stanisława Ruczko. Przedmiotem jej zainteresowania była prawie zupełnie zapomniana postać Alojzego Felińskiego (1771-1820) w dwusetną rocznicę jego śmierci.

Alojzy Feliński urodził się w 1771 r., w Łucku. Pochodził ze szlacheckiej rodziny sędziego ziemskiego Tomasza Felińskiego herbu Farensbach i Rozalii z Ostrowskich. Wyrastał już czasie po I rozbiorze Polski, ale też w okresie podejmowanego z wielkim wysiłkiem dzieła naprawy Rzeczypospolitej, brutalnie zahamowanego kolejnymi rozbiorami. Dzieciństwo spędził z dala od wielkich wydarzeń w majątku ojca w Wojutyniu, potem w kolegium Pijarów w Dąbrowicy i w szkole powiatowej we Włodzimierzu Wołyńskim. Miał to szczęście, że miał dostęp do współczesnej polskiej literatury oświeceniowej, której lekturą uzupełniał skromne wiadomości szkolne. W 1788 r. znalazł zatrudnienie jako pomocnik w kancelarii adwokackiej Antoniego Dmochowskiego w Lublinie, ale dzięki kontaktom z Tadeuszem Czackim, już po roku wyjechał z nim do Warszawy w sam wir wielkich wydarzeń – uczestnictwo w Wielkim Sejmie. Wówczas też powstały pierwsze jego utwory literackie, ale gdy miał możność znaleźć się w kręgu twórców polskiej literatury oświeceniowej, spalił swoje „dziecinne ramoty”. W 1779 r. wyjechał z Czackim do Krakowa, potem przebywał na dworze w Dzikowie u Tarnowskich. W czasie Powstania Kościuszkowskiego był jednym z jego adiutantów. Po upadku powstania ponownie zjawił się w Dzikowie, w 1795 r. osiedlił się w Wojutynie, gdzie zarządzał swoim majątkiem i dzierżawą w Klepaczu.

Korzystając z większej swobody, wiele czasu poświęcał na lekturę literatury klasyków starorzymskich i francuskich. Ożeniwszy się z Józefą z Omiecińską (1800) zamieszkał na majątku w Osowie. Nie utracił kontaktu z Warszawą, w 1809 został członkiem Towarzystwa Przyjaciół Nauk, w 1815 wrócił do Warszawy. Po odniesionych sukcesach literackich, w 1818 r. powołany został na stanowisko profesora literatury i dyrektora założonego przez Czackiego Liceum w Krzemieńcu, wyposażonego w bogatą bibliotekę i własną drukarnię. Uroczysta instalacja nastąpiła w 1819 r. Podjęte przez niego reformy i zabiegi o podniesienie poziomu nauczania niestety przerwała niespodziewana śmierć 23.02.1820 r.

Najbardziej płodnym okresem w twórczości literackiej Felińskiego były lata pobytu w Osowie a potem w Warszawie. Wśród jego utworów poetyckich najbardziej znanych jest „Hymn na rocznicę ogłoszenia Królestwa Polskiego”, wydrukowany po proklamacji cara Aleksandra I (1816). Już rok później w kręgach patriotycznych w miejsce słów: „Naszego Króla zachowaj nam Panie” śpiewano „Naszą Ojczyznę racz nam wrócić Panie”. Dzięki aranżacji Antoniego Góreckiego (1828), pieśń stała się w XIX w. hymnem narodowym i kościelnym o tytule „Boże coś Polskę”. Jest także Feliński autorem dramatu „Barbara Radziwiłłówna” (1811). Sztuka wystawiona w 1817 r. spotkała się z wielkim uznaniem współczesnych mu pisarzy polskich i krytyków mimo rozmijania się z faktami historycznymi. W dowód uznania ofiarowano mu godność honorowego członka Uniwersytetu Wileńskiego; odmówił jednak objęcia katedry na świeżo powołanym Uniwersytecie Warszawskim. Był także tłumaczem sztuk francuskich na polski, m. in. „Ziemianin czyli Ziemiaństwo francuskie” Jacquesa Delill’a. Tłumaczeniem tym zaskarbił sobie czytelników pięknymi opisami przyrody, do tej pory nieznanymi w literaturze polskiej. Ogłosił też rozprawę „Przyczyny używanej przeze mnie pisowni” (1816), opowiadając się za zgodnością pisowni z wymową. Końcowym plonem twórczości Felińskiego były dwa tomy „Pism własnych i przekładań”. Tom drugi wydany został już pośmiertnie.

* * *

Jan Nalborczyk (1870-1940)

Drugą postacią z listy osób przewidzianych do przypomnienia w lutym był rzeźbiarz Jan Nalborczyk (1870-1940). Pobudką do zaprezentowania tej postaci na naszym czwartku 13 lutego była nie tylko 150. rocznica Jego rodzin, ale główne jego dzieło, które od ponad 100 lat stoi na skwerku w rozwidleniu ulic Tytusa Chałubińskiego i Władysława Zamoyskiego w Zakopanem. Co prawda projektantem pomnika uroczyście odsloniętego w 1903 r. był Stanisław Witkiewicz, ale wykonawcą dwóch głównych „aktorów” monumentu był Jan Nalborczyk. On bowiem był twórcą popiersia dr. Tytusa Chałubińskiego umieszczonego na wysokim cokole, a pod nim siedzącego Jana Krzeptowskiego-Sabały z gęślami i smyczkiem w ręku. To te dwie postacie: warszawski lekarz, miłośnik Tatr i wielbiciel kultury podhalańskiej, oraz legendarny polowac, bajarz i gęślarz, pierwszy gazda Zakopanego – Sabała, otworzyły nowy rozdział w historii „Za Kopanej” wioski, wciśniętej pomiędzy Pasmo Gubałowskie i północne rozłogi Tatr.

Jan Nalborczyk, adept sztuki rzeźbiarskiej, przybył do Zakopanego w 1892 r. Szesnaście lat pracował jako nauczyciel rysunku i modelowania w Szkole Przemysłu Drzewnego, zdobywając kolejne stopnie zawodowe do tytułu „profesora VIII klasy” włącznie. Rychło związał się ze środowiskiem zakopiańskiej bohemy, poniekąd stał się jej swoistym „kronikarzem”, wykonał kilka (kilkanaście?) popiersi luminarzy przybywających pod Giewont, zachęconych lekturą pism prof. Ludwika Zejsznera i Walerego Eljasza, czy zniewolonych sugestywnym wpływem dr. Tytusa Chałubińskiego. Spod dłuta Nalborczyka wyszły m. in. popiersia lekarza – założyciela kościeliskiego sanatorium Kazimierza Dłuskiego, Jana Kasprowicza, Stanisława Przybyszewskiego, Henryka Sienkiewicza. Jego rzeźby postaciowe możemy także znaleźć w dwóch kaplicach kościoła parafialnego na Krupówkach a w kościele Ojców Jezuitów „Na Górce” 10 medalionów najwybitniejszych postaci zakonu. Udzielał się także w Towarzystwie Upiększania Zakopanego oraz Towarzystwie Pomocy Naukowych. W 1907 r. Rada Szkolna Krajowa zwróciła uwagę na jego „umiejętne, postępowe i indywidualne prowadzenie nauki”.

Pomnik dr. Tytusa Chałubińskiego z Sabałą w Zakopanem

Urodzony w Krakowie 16.02.1870 r., był uczniem jednego z krakowskich gimnazjów, a następnie krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych, po ukończeniu której uzyskał stypendium na dalsze studia w Akademii Wiedeńskiej. Dobrze wpisał się w środowisko Zakopanego, w 1908 r. został przeniesiony do analogicznej szkoły we Lwowie, gdzie spędził dalsze 32 lata. W szkole pracował do 1934 r. jako kierownik działu artystycznego, równolegle, dwa lata dłużej prowadził ćwiczenia z modelowania i rysunku figuralnego. Jego prace w postaci rzeźb nagrobnych i różnych elementów dekoracyjnych można znaleźć na Cmentarzu Łyczakowskim. Nadzorował także prace rzeźbiarskie na Cmentarzu Obrońców Lwowa. Wykonywał również epitafia, ozdobił Muzeum Przyrodnicze im. Włodzimierza Dzieduszyckiego popiersiem patrona.

Tragicznym dla artysty stały się początek II wojny światowej. W 1940 r., po wkroczeniu sowietów do Lwowa, został aresztowany przez NKWD, osadzony w więzieniu przy ul. Łąckiego, gdzie w nieznanych bliżej okolicznościach został pozbawiony życia.

Przez całe życie Jan Nalborczyk tworzył swoje realistyczne rzeźby, pozostał wierny stylowi, w którym się wykształcił, nie szukał rozgłosu w nowinkach „sztuki dla sztuki”. To zapewne stało się powodem, że nie został zauważony przez krytyków i twórców nowych kierunków w sztuce plastycznej. Poza zdawkowymi wzmiankami w zakopiańskich bedekerach, w żadnym słowniku, ani martyrologium (w zasięgu autora) nie znajdziemy jego nazwiska. Szkoda! Bo stojąc pod zakopiańskim pomnikiem Chałubińskiego i Sabały nie sposób zatrzymać wzroku na obu wycyzelowanych przez Nalborczyka postaciach, by docenić jego talent, ale też zadumać się nad losem twórcy i tymi, którzy stworzyli z Zakopanego kolebkę polskiej kultury i myśli o Niepodległej.

* * *

Zygmunt Świechowski (1920-2015)

20 lutego zatrzymaliśmy uwagę na postaci prof. Zygmunta Świechowskiego (1920-2015) i jego miejscu w dziejach polskiej kultury materialnej. Był bowiem postacią, która dokonała istotnego przewartościowania w ocenach najstarszej części dziejów Polski, odkąd pojawiła się na kartach dziejów Europy jako państwo, ale też wyjątkowych pamiątek w postaci pierwszych kościołów chrześcijańskich na ziemiach polskich. W historii kultury był to okres romanizmu, umownie mieszczący się w przedziale czasu od X do XIII w. Profesor doprowadził do zinwentaryzowania ocalałych do naszych czasów w różnym stanie obiektów architektonicznych, wyznaczył dalsze kierunki badań, ustalił zasady ich konserwacji i ochrony. Jemu zawdzięczamy nie tylko czuwanie nad wydaniem „Katalogów Zabytków w Polsce”, ale wiele jego dzieł, które stanowią podstawową – „wyjściową” lekturę do dalszych studiów nad epoką romanizmu w Polsce.

Urodził się w Wilnie 18.02.1920 r. Podstawy edukacji zdobywał w szkole w Ponieświeżu, a następne w gimnazjum Sułkowskich w Rydzynie (1934-1939). Dopiero po wojnie w 1945 r. mógł podjąć studia na Wydziale Historii Sztuki Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu, zaliczając pięcioletni kurs we ciągu trzech lat. Równocześnie przez rok był asystentem grafiki w Muzeum Wielkopolskim a w ostatnim roku studiów asystentem Katedry Historii na Uniwersytecie. Magisterium ukończył pracą „Architektura granitowa Pomorza Zachodniego”, pierwszej takiej pracy podjętej przez polskiego badacza. Kolejne dwa lata (1948-1950) spędził w Warszawie jako asystent w Zakładzie Architektury Polskiej Politechniki Warszawskiej, wieńcząc ją rozprawą doktorską „Opactwo cysterskie w Sulejowie”. Pozostając dalej pracownikiem naukowym Politechniki, od 1951 do 1963 pełnił obowiązki dyrektora Działu Studiów i Dokumentacji w Państwowym Przedsiębiorstwie – Pracownie Konserwacji Zabytków. W tym czasie awansował do stopnia docenta (1955). Dzięki uzyskanemu stypendium, w latach 1956-1957 odbył roczną podróż studyjną po Francji i Włoszech, której głównym celem było bliższe poznanie architektury romańskiej tych krajów. W 1963 r. przeniósł się do Wrocławia na stanowisko kierownika Katedry Historii Sztuki na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie w 1967 r. uzyskał tytuł profesora nadzwyczajnego. Po 15 latach wrócił do Warszawy, gdzie powierzono mu kierownictwo Zespołu Naukowo-Konserwatorskiego w Zarządzie wyżej wymienionego Przedsiębiorstwa. Ostatnią przystanią profesora była Łódź (1979-1990). Przez trzy kadencje kierował Instytutem Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej. W Łodzi osiągnął stopień profesora zwyczajnego (1986), założył też i był pierwszym prezesem stowarzyszenie Patria Polonorum, skupiającym kilka towarzystw opieki nad zabytkami. Będąc już od 1990 r. na emeryturze, został wraz ze swoim stowarzyszeniem członkiem Międzynarodowej Federacji Stowarzyszeń do Spraw Ochrony Kulturalnego i Naturalnego Dziedzictwa Europy – Europa Nostra. Przez pięć lat (1995-2000) brał aktywny udział w programie badawczym Zjazdu Gnieźnieńskiego.

Trzeba wspomnieć, że profesor prowadził także wykłady w paryskiej Sorbonie oraz na uniwersytetach w Londynie, Padwie, Berlinie, Kolonii i Strasburgu, uczestniczył w wielu krajowych i zagranicznych sympozjach i kongresach naukowych.

Nie dokonano jeszcze inwentaryzacji jego publicystyki naukowej: artykułów, rozpraw i wydawnictw książkowych drukowanych zagranicą i w Polsce. Oprócz już wspomnianych na czoło wysuwają się dwie pozycje: katalog „Budownictwo romańskie w Polsce (1963), „Sztuka romańska” (współautorstwo, 1976) oraz monumentalne dzieło „Sztuka romańska w Polsce” (1980). Okres „wrocławski” zaowocował takimi tytułami jak: „Architektura na Śląsku do połowy XIII w.” (1955), „Z dziejów sztuki śląskiej” (redakcja: 1978), „Wrocław, jego dzieje i kultura” (redakcja: 1978). Na emeryturze powstało dzieło „Osadnictwo i architektura ziem polskich w dobie Zjazdu Gnieźnieńskiego” (2000). Nieocenioną jest inicjatywa wydawania „Katalogów Zabytków w Polsce” a także seria wydawnicza „Szlakami Polskiego Millenium”, w ramach której wydał swoje „Strzelno romańskie” (1997)

Po szkicu biograficznym profesora, prelegent podał krótką charakterystykę cech budownictwa romańskiego w Polsce oraz zaprezentował na ekranie kilka wybranych przykładów budownictwa romańskiego zarówno bazylik, jak i rotund w Siewierzu, Kruszwicy, Kościelcu, Tumie, Strzelnie, Lednogórze, Wrocławiu, Krakowie i… w Cieszynie.

Obydwie wyżej omówione prelekcje przygotował Władysław Sosna.

* * *

Ks. Henryk Wendt (1886-1970)

W ostatni czwartek – 27 lutego, gościliśmy ks. Marka Londzina. W połowie lutego minęła 50. rocznica długoletniego zasłużonego dla ewangelickiej społeczności Wielunia ks. Henryka Wendta (1886-1970).

Henryk Wendt był najmłodszym synem ks. Fryderyka Wendta, pastora w Kaliszu, Mławie, Rawie, Łomży i w Nowosolnej. Tam właśnie, w Nowosolnej 7.05.1886 r. urodził się kontynuator rodzinnych tradycji pastorskich już w czwartym pokoleniu – Henryk. Szkołę średnią ukończył w Piotrkowie Trybunalskim. Studia teologii ewangelickiej rozpoczął we Wrocławiu, a ukończył w Dorpacie w 1915 r. I wojna światowa rzuciła młodego duchownego do Moskwy; został tam adiunktem parafii holenderskiej. Na prośbę ks. bp. Juliusza Burschego włączył się do trudnej akcji poszukiwania dzieci polskich, deportowanych do Rosji. Złożenie wymaganego drugiego egzaminu pozwoliło mu w 1917 r. na uzyskanie upragnionej ordynacji. Niestety wyczerpująca praca i trudne warunki bytu przyczyniły się do zapadnięcia na groźną chorobę płuc. Musiał się poddać intensywnej terapii w Finlandii, a po 1918 r. w Zakopanem.

W 1923 r. ks. Wendt został skierowany do pracy w Wieluniu. Tu rychło miało się okazać, że musiał stawić czoła grupie niemieckich kolonistów, która chciała zdominować polskie środowisko i podporządkować wszystkich ewangelików niemieckiej administracji kościelnej. Gorliwa postawa ks. Wendta została dobrze zapamiętana. Już 1.09.1939 r. w czasie nalotu na Wieluń pierwsze bomby zrzucone zostały na zabytkowy kościół; wkrótce parafia została zamieniona na kino a proboszcz osadzony w obozie koncentracyjnym w Radogoszczu. Uwolniony, musiał opuścić Wieluń. Schronienie i pracę w charakterze urzędnika znalazł w Warszawie. Tam też współorganizował Tymczasowy Konsystorz i Naczelną Radę Kościelną, pełniąc obowiązki radcy. Powstanie Warszawskie dopełniło kielicha goryczy: w czasie działań powstańczych utracił brata i córkę, żona i druga córka zostały wywiezione do obozu w Niemczech, los syna związanego z walczącym podziemiem, pozostał nieznany. Przygnębionemu i schorowanemu Ks. Henrykowi udało się przedostać do przystani u pastorostwa Wojaków w Częstochowie.

Kościół ewangelicko-augsburski w Wieluniu (fot. Piotr Torchała)

Po uwolnieniu miasta, ks. Wendt natychmiast wrócił do Wielunia, podejmując się heroicznej odbudowy zboru i kościoła. Szczęśliwie też wróciła żona z córką a także syn. Swoją patriotyczną i ekumeniczną postawą, zaangażowaniem w odbudowę zboru umocnił swój autorytet w środowisku. Toteż, gdy pożar zagroził kościołowi, z pomocą pośpieszyło wielu katolików. W 1967 r. było mu danym obchodzić pięćdziesięciolecie swojej ordynacji.

15.02.1970 r. sędziwy duszpasterz, po 46 latach swojej służby duszpasterskiej, dokończył życie. W jego ostatniej ziemskiej drodze towarzyszył mu dźwięk dzwonów ze wszystkich wieluńskich kościołów i tłumy ludzi bez względu na wyznanie. Bo „Ks. Henryk Wendt był ujmującym człowiekiem. Pełna uroku powierzchowność – zdawałoby się – niezwykle surowego patriarchy, tchnęła powagą. Jednak podstawową cechą Jego osobowości była niezwykła łagodność i serdeczność. Powaga bez wyniosłości, pełna prostoty, naturalności, zabarwiona swoistym poczuciem humoru. Szeroka wiedza, mądrość i wielkie doświadczenie, a nade wszystko szlachetne, czułe serce wraz z innymi cechami charakteru łączyły się w pociągającą kulturą osobistą sylwetkę” (Janusz Oksza).

Tekst: Władysław Sosna

Odpowiedz

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>