Archiwum

Wrzesień 2018 w cieszyńskim PTEw

Przed schroniskiem na Martinskich Holach (1250 m)

Na wrzesień zaplanowane były trzy spotkania czwartkowe i jedna wycieczka.

Józef Dutkiewicz (1903-1968

W pierwszy czwartek miesiąca, 6 września – w przeddzień pięćdziesiątej rocznicy nieoczekiwanej śmierci prof. Józefa Edwarda Dutkiewicza, jego sylwetkę i dokonania przypomniał Władysław Sosna. Właśnie 7.09.1968 r., w trakcie prowadzenia prac konserwatorskich w kościele św. Andrzeja w Olkuszu, spadł z rusztowania… Miał zaledwie 65 lat. Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie utraciła znakomitego wykładowcę-praktyka, służby konserwatorskie w Polsce wybitnego fachowca i oddanego sprawie zachowania dzieł polskiej architektury i sztuki pracownika. Uczestniczył bowiem w pracach konserwatorskich zamków na Pieskowej Skale, w Krasiczynie i w Łańcucie, ratusza w Zamościu, a także w kościołach, m.in. w bazylice katedralnej w Tarnowie i kościele św. Elżbiety w Starym Sączu. Jemu też (już okresie międzywojennym) zawdzięczamy wykonanie polichromii w kościołach murowanych (ojców bernardynów w Przeworsku, Dębnie i Ciężkowicach) i drewnianych (w Ptaszkowej, Krużlowej, Jodłowej). Jest też autorem wielu prac z zakresu historii i konserwacji sztuki, w tym opracowań szczegółowych, m.in. „Grobowce rodziny Tarnowskich w kościele katedralnym w Tarnowie”, czy „Małopolska rzeźba średniowieczna 1300-1450”. Należy tu także wymienić pionierskie opracowania pięciu zeszytów „Katalogu zabytków w Polsce” na powiaty: bocheński, brzeski, dąbrowski, limanowski i tarnowski.

Urodził się 13.03.1903 r. w krakowskim Podgórzu w rodzinie adiunkta sądowego Józefa i Jadwigi Szybalskiej. Niebawem ojciec został skierowany do pracy w Tarnowie. Tam właśnie Józef Edward spędził swoje młode lata, do momentu, gdy w 1921 r. ukończył gimnazjum i rozpoczął studia na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Krótko pracował w Muzeum Miejskim w Tarnowie, rok spędził na studiach dopełniających z zakresu konserwacji zabytków w École du Louvre, a następnie zaliczył kurs z historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie też w 1930 r. uzyskał doktorat. W 1931 r. został powołany na stanowisko konserwatora zabytków w Warszawie, a stąd przeniesiony do Łucka na identyczne stanowisko z równoczesnym powierzeniem kierownictwa oddziału sztuki przy Wołyńskim Urzędzie Wojewódzkim. Tam wiele wysiłku włożył w zorganizowanie Muzeum Wołyńskiego. Po czterech latach, w 1936 r. uzyskał przeniesienie do Lublina, gdzie zajął się odnowieniem kamieniczek Starego Miasta, a krótko przed wybuchem II wojny światowej podjął wykłady na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Znalazł się też w ekipie zabezpieczającej monumentalny obraz Jana Matejki „Bitwa pod Grunwaldem”. Czas wojny spędził w Tarnowie jako pracownik Muzeum Diecezjalnego. W latach 1945-1950 opiekował się założonym z jego inicjatywy Muzeum Ziemi Tarnowskiej, którego zbiory wydatnie wzbogacił. Już w 1946 r. powierzono mu funkcję miejskiego i wojewódzkiego konserwatora zabytków w Krakowie. W latach 1948-1951 i 1960-1968 był redaktorem założonego przez siebie kwartalnika „Ochrona Zabytków”. Od 1949 r. był wykładowcą Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, od 1951 r. profesorem i dziekanem Wydziału Konserwacji Zabytków.

* * *

Paweł Kubisz (1907-1968)

W czwartek 13 września gościliśmy Annę Rusnok z tematem Paweł Kubisz (1907-1968). Dziś Paweł Kubisz jest prawie zapomniany. Sam zadziorny, był poetą buntu społecznego. Jego wiersze i utwory prozatorskie są dokumentem niedoli ludności Śląska Cieszyńskiego oraz sprzeciwem wobec dyskryminacji i przemocy panujących różnych szczebli i w różnych czasach. Sam poniewierany, nie wykrzesał już z siebie więcej sił na pełne rozwinięcie talentu. Był jednak pierwszym awangardowym poetą Zaolzia, który zaznaczył się na kartach literatury ogólnopolskiej, wprowadził do niej folklor i realistyczny obraz mieszkańców Ziemi Cieszyńskiej w wizji artystycznej.

Anna Rusnok - prelegentka

Urodził się w Końskiej (12.05.1907). Po szkole wydziałowej w Cieszynie zgłosił się do Seminarium Nauczycielskiego w Cieszynie, jednak stał się ofiarą redukcji stanu uczniów i został przeniesiony wraz z innymi kolegami do Ostrzeszowa. Tam rychło naraził się nauczycielom swoim satyrycznymi wierszami. Nie pozostało mu nic innego, jak wrócić na rodzinne śmieci, próbować samokształcenia i rozczytywać się w literaturze polskiej, rozkoszować prozą Stefana Żeromskiego. Zaangażowany w kolportowanie słowackiej bibuły domagającej się usamodzielnienia Słowacji, został na ponad rok osadzony w ołomunieckim więzieniu, gdzie nabawił się gruźlicy. Po uwolnieniu zajął się dziennikarstwem, jako korespondent Polskiej Agencji Prasowej odwiedził kraje na południowo-wschodnim wybrzeżu Bałtyku, w 1933 r. nawiązał współpracę z organem Związku Polaków w Czechosłowacji, „Dziennikiem Polskim”. Był jednym z inicjatorów założenia Śląskiego Związku Literacko-Artystycznego i jego pierwszym prezesem (1937). Zainicjowane pismo „Sztorcem” po trzech numerach zostało zamknięte.

Lata okupacji hitlerowskiej przywitały go uwięzieniem w Cieszynie; zwolniony, nie zwlekając przedostał się na teren tzw. Generalnej Guberni. Pracował jako stróż w Wolbromiu i w Miechowie, związał się ludowym ruchem podziemnym, stał się korespondentem kilku pism podziemnych do czasu, gdy pod koniec 1944 r. dostał się do więzienia w Krakowie. Zwolniony, doczekał zakończenia II wojny światowej na Ziemi Cieszyńskiej. Zrazu zaangażował się w ruch literacki na terenie Łodzi, ale po przejęciu prezesury Sekcji Literacko-Artystycznej (1947), a niebawem redakcji pisma „Zwrot”, zrezygnował z pracy poza regionem. Po dziesięciu latach wysiłków redakcyjnych, został przez władze komunistyczne Czechosłowackiej Republiki pozbawiony obu funkcji pod zarzutem propagowania nacjonalizmu i objęty całkowitym zakazem druku. Jak wielu, uzyskał azyl na etacie robotnika fizycznego w hucie trzynieckiej. Dwa lata później, oficjalnie, uległ nieszczęśliwemu wypadkowi drogowemu, który pozbawił go zdolności do pracy. Umarł nagle, jako inwalida, 19.08.1968 r. w Czeskim Cieszynie. Nie doczekał już wiadomości o rehabilitacji i przywróceniu praw członka PZKO, będąc jednym z jego współtwórców.

Pozostawił kilka tomików poezji z najcenniejszym zbiorem „Przednówek”, wydanym dwukrotnie (1937, 1946), ponadto „Rapsod o Oszeldzie” i niedokończony „Bunt nieujarzmionych”. Pośmiertnie został wydany zbiór jego opowiadań ludowych „Zaszuwierzony świat”.

* * *

20 września. Przedostatnia nasza tegoroczna wycieczka i druga w tym roku na Słowację. W zapowiedzi punktem docelowym miało być miasto Martin, stolica regionu turieckiego obramionego od północy i zachodu Małą Fatrą, a od wschodu Wielką Fatrą. Na południu niewysoka przewiązka pomiędzy Wtacznikiem a Wierchami Kremnickimi i Szczawnickimi oddziela dolinę Turiec od doliny Hronu. Ma też Martin wielką kartę w dziejach przebudzenia narodowego Słowaków, ponadto jest jednym z największych skupisk ludności wyznania ewangelickiego i cieszy się gustownym kościołem w stylu klasycystycznym. Na terenie miasta znajduje się piękny park etnograficzny, a także szacowna nekropolia narodowa, na której spoczywają m.in. ks. dr Karol Kuzmany – superintendent słowackiego Kościoła Ewangelickiego Augsburskiego Wyznania, publicysta, pisarz, autor pieśni religijnych, które znajdujemy także w naszym polskim śpiewniku kościelnym, a także Jan Kalincziak – pedagog, literat, przez 11 lat dyrektor gimnazjum ewangelickiego w Cieszynie, że ograniczymy się tylko do tych dwóch wybitnych postaci. Ma też Martin bogatą galerię malarstwa słowackiego i Muzeum Etnograficzne. Jest więc w Martinie co robić, mimo iż byliśmy tu już wielokrotnie. Rozmyślnie nie podałem zamierzonego punktu docelowego, gdyż dotarcie do niego zależało od warunków jakie zastaniemy w terenie. Miała to być niespodzianka, i to podwójna.

Pod Wielką Łąką (1496 m)

Ranek był nieco rześki, ale słoneczny. Przez Puńców i Leszną wjechaliśmy w granice Republiki Czeskiej, a dalej od hutniczego Trzyńca w górę doliny Olzy. Po sforsowaniu Przełęczy Jabłonkowskiej zmierzaliśmy do słowackiej Czadcy i dalej doliną Kisucy do Żiliny. Dalej przez śliczny przełom Wagu, strzeżony dwoma strażnicami zawieszonymi na skraju wapiennych ambon, dotarliśmy na północny skraj Kotliny Tureckiej. Z przedmieścia Martina – Wrutek, skręciliśmy do doliny Łopusznej. Teraz w prawo. Szlaban otwarty, koło nas śmignęło słowackie auto, więc droga otwarta, jedziemy. Mówię do zaskoczonego kierowcy: teraz 9 km w górę, ok. 800 m wyżej. Krętą lokalną wąską drogą rozpoczęliśmy wspinaczkę. Wszystko byłoby dobre gdyby nie to, że w miarę wznoszenia się droga przetykana była dziurami; nie wszystkie można było wziąć między koła. Pamiętam ją w lepszym stanie. Ale oto kolejna niespodzianka: w godzinach dopołudniowych można było jechać w górę, dopiero po 12.00 w dół. Tymczasem spoza zakrętu wyjechała masywna wywrotka o tonażu co najmniej dwu- jeśli nie trzykrotnie większym niż nasz mały autobus. Na szczęście jej kierowca wycofał się do niedalekiej mijanki. Wreszcie dojechaliśmy na polanę z parkingiem. Proszę państwa – jesteśmy na Martinskich Holach. Stąd blisko do gościnnego schroniska na mały popas.

Kriżowa (1457 m)

W drodze na Krzyżową

Uczestnikom rozdaliśmy koperty z załącznikiem w postaci likierowego cukierka. Sami w cztery osoby (małżonka, dwie osoby towarzyszące i ja na moim autku) ruszyliśmy drogą w górę z zamiarem dotarcia pod stację telewizyjną, a dalej, jeśli się da, na najwyższy szczyt Małej Fatry – Wielką Łąkę (1476 m). Niestety spotkała nas przykra niespodzianka. Droga była pełna głębokich wypłukanych dziur, miejscami ledwo wąski pasek pozostałości asfaltu przedzielał poszczególne kratery. Dla rowerzystów była to gratka, dla mojego wehikułu graniczyło z tańcem na linie. Straciliśmy mnóstwo cennego czasu, zanim doczołgaliśmy się do stacji przekaźnikowej. Stąd prowadziła pod grzbietem nowa (nie pamiętam jej z ostatniego tu pobytu) polna dróżka w zasięgu wzroku w miarę równa, wiodąca na szczyt Wielkiej Łąki. Popatrzyłem na zegarek. Zostało nam może 300 m do szczytu, jakieś 20-30 min. Niestety musieliśmy zawrócić, aby stawić się na umówiony czas przy autobusie. Zrobiłem kilka fotek najbliższej okolicy; dalsze (piękne) widoki na Fatrę krywańską i Wielką Fatrę ginęły w srebrzystej mgiełce. Gdzieś tam na dole perliły się różnokolorowe plamki miejskiej zabudowy Martina.

Janosik u wrót
Doliny Wratej

Z żalem rozpocząłem zjazd. Oczywiście w normalnych warunkach, przy równej drodze ok. 1,5 km pokonalibyśmy w ciągu maksimum pół godziny. Dotąd miałem o Słowakach jak najlepsze zdanie co do utrzymania dróg, nawet podrzędnych. Nie mogłem pojąć, jak można dopuścić aż do takiej dewastacji. A przecież droga jest potrzebna nie tyle dla przygodnych śmiałków; na górze są hotele, domy, wyciągi narciarskie, pracuje obsługa stacji telewizyjnej.

Równie ostrożnie zjechaliśmy w dół do centrum Martina, zatrzymując się koło kościoła ewangelickiego. Stąd już parę kroków na miejski, reprezentacyjny deptak. I tu kolejne zaskoczenie. Pełno tu kawiarni, barów, restauracji, ale wszystkie z kuchniami z całego świata, z wyszukanymi daniami, których nazwy nam nic nie mówiły. Ani jednej słowackiej, tylko jedna czeska, ale tylko z płynami. Trudno, zamiast słowackich haluszek musieliśmy się zadowolić „włoską” pizzą.

Czas był jechać dalej. Przez kolejny przełom Wagu dotarliśmy do Kralowan i wschodnim obrzeżem Małej Fatry przez Parnicę i Zazriwą oraz przełęcz Równą Horę zjechaliśmy do Terchowej. Nieodmiennie u wrót Doliny Wratnej przywitała nas wykonana w metalu statua Janosika na pobliskim wzniesieniu, srebrząca się w blasku zmierzającego ku zachodowi słońca. Po krótkim postoju, przez Przełęcz Lutiszską przedostaliśmy się do Doliny Bystricy. Zostawiając z boku Krasno, zmierzaliśmy do Czadcy. Zanim dojechaliśmy do Przełęczy Jabłonkowskiej, zaczęło zmierzchać. Przez Trzyniec już o całkowitym zmroku dotarliśmy do Cieszyna.

Co było w kopertach? Mały dyplomik potwierdzający uczestnictwo w trzechsetnej wycieczce naszego oddziału PTEw. Dlatego bardzo chciałem, by ta trzechsetna wycieczka uczczona był na odpowiedniej wysokości! Nie bez łezki w oku…!

* * *

Ludwik Kubala (1838-1918)

Na ostatnim wrześniowym spotkaniu, 27 września, Władysław Sosna przedstawił postać historyka Ludwika Kubali (1838-1918). Za sprawą krakowskich stańczyków, a szczególnie dziejopisów krakowskiej szkoły historycznej, był poddany ostrej krytyce za zbyt pochopne zawierzenie subiektywnym źródłom, niewykorzystanie archiwów krajowych, a zwłaszcza zagranicznych, szczególnie skandynawskich. Aż dotąd Kubala nie doczekał naukowej oceny dorobku, nikt też nie podjął się zestawienia jego bibliografii obejmującej kilkaset pozycji. A przecież dzięki barwnemu stylowi i wszechstronnym opisom ilustrującym w kolejnych szkicach obraz czasów panowania ostatniego Wazy, Jana Kazimierza (1649-1668) cieszył się dużą poczytnością i uznaniem. To właśnie na jego dziełach Henryk Sienkiewicz w dużej części oparł swoją „Trylogię”. Zaledwie pięć lat po jego śmierci pokazało się zbiorowe wydanie jego „Dzieł”. Znalazły się tam m.in. szkice historyczne sześciu kolejnych cykli: „Królewicz Jan Kazimierz, Oblężenie Lwowa. Oblężenie Zbaraża, Poselstwo Puszkina”, „Bitwa pod Beresteczkiem, Kostka – Napierski”, „Wojna moskiewska r. 1654-1655”, „Wojna szwedzka w roku 1655-1656”, „Wojna brandenburska i najazd Rakoczego w roku 1656-1657”, „Wojny duńskie i pokój oliwski 1657-1660” (te ostatnie wydane pośmiertnie).

Los nie szczędził mu przykrych doświadczeń. Urodził się 9.09.1838 r. w podgorczańskiej Kamienicy. Kolejne stopnie gimnazjalnej wiedzy zdobywał w Starym i Nowym Sączu oraz w Krakowie. Tam też w 1857 r. rozpoczął studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, wnet jednak przeniósł się do Wiednia, by 1861 r. wrócić do Krakowa i podjąć studia z zakresu historii. Także te niebawem przerwał, gdyż zaangażował się jako zdecydowany zwolennik „czerwonych” w ruchu konspiracyjnym związanym z Powstaniem Styczniowym. W redagowanych pismach i broszurkach wystąpił z radykalnym programem reform społecznych do kasacji stanu szlacheckiego włącznie. Gdy czujna policja austriacka natrafiła w jego papierach na plany wywołania powstania przeciw Austrii, został osadzony w twierdzy Josephstadt, skazany na 5 lat więzienia i pozbawienie mienia. Po dwóch latach ułaskawiony, dokończył studia i obronił pracę doktorską „Stanisław Orzechowski, rzecz historyczno-literacka” (1867). Skoro daremne okazały się zabiegi o uzyskanie profesury na Uniwersytecie Jagiellońskim, wyjechał do Lwowa, z konieczności podejmując pracę jako zastępcą nauczyciela w gimnazjum, po kilku latach nie bez perypetii zdał egzamin pedagogiczny (1872).

Mimo, iż praca w gimnazjum mocno go absorbowała, prowadził intensywne badania historyczne, gromadził materiały i publikował swoje prace. Już pierwsze tomy jego szkiców historycznych z jednej strony spotkały się z uznaniem Akademii Umiejętności i włączeniem do grona członków zwyczajnych, z drugiej z atakiem krakowskich dziejopisów. W 1883 r. został kustoszem Biblioteki Pawlikowskich. Udzielał się w różnych organizacjach, uczestniczył w wielu wydarzeniach kulturalnych Lwowa. Był jednym ze współorganizatorów słynnej Wystawy Krajowej we Lwowie, a także Zjazdu Literatów (1894). Pod jego redakcją pojawiło się tłumaczenie wielotomowego dzieła Otto Spamera „Dzieje powszechne ilustrowane”. Mimo przejścia na emeryturę w 1906 r., nie zaprzestał działalności społecznej, m.in. w Towarzystwie Miłośników Przeszłości Lwowa, i prac nad dalszymi tomami swoich szkiców historycznych. Na krótko przed śmiercią, w jego osiemdziesiąte urodziny, Uniwersytet Lwowski zaliczył go w poczet swoich doktorów honoris causa.

Tekst: Władysław Sosna, zdjęcia: Władysław Sosna i Grażyna Marzec

Odpowiedz

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>