Archiwum



PTEw na Facebooku
PTEw na Facebooku

PTEw na Twitterze
PTEw na Twitterze



stat4u



network monitoring software

Maj 2018 w cieszyńskim PTEw

Majowy program przewidywał dwie wycieczki w pierwszy i ostatni czwartek miesiąca oraz trzy spotkania klubowe.

3 maja. Pierwsza nasza tegoroczna wycieczka na otwarcie sezonu została opisana w osobnej relacji (zob.: http://www.ptew.org.pl/2018/05/relacja-z-wycieczki-do-lesnego-kosciola-na-zakamieniu/).

Stanisław Przybyszewski (1868-1927)

10 maja. Kolejny czwartek wypełniła Stanisława Ruczko prelekcją o Stanisławie Feliksie Przybyszewskim (1868-1927). Na wstępie stwierdziła, że dotąd na naszych spotkaniach nie mieliśmy prezentacji tak kontrowersyjnej sylwetki, obdarzonej za życia epitetami od najwyższego uznania, takich jak „największy Polak”, „meteor Młodej Polski”, do kwalifikacji ujemnych, jak „pozbawiony moralności skandalista”, „demon w niewoli alkoholizmu i narkotyków”. Bez wątpienia niektóre jego zachowania nie są godne naśladowania. Trzeba jednak stwierdzić, że Przybyszewski nie był niczym innym jak wyrafinowanym „dzieckiem epoki”, w którym skupiły się wszystkie rodzące się wówczas „izmy”, ale był też tym, który poszukując nowych, własnych dróg obnażył całą głębię rozterek tamtej epoki i przeniósł to na papier.

Europa końca XIX w., chwilowo nie szarpana wojnami, żyła kapitalizmem, który obok sukcesów gospodarki i nauki wyzwalał rewolucyjne siły nie tylko ustrojowe, ale też światopoglądowe, naruszające dotychczasowe systemy, grożące powszechnym kryzysem wszelkich wartości prowadzącym do katastrofy, konfliktu na niespotykaną dotychczas skalę. Ruch ten ogarniał jednocześnie kraje od zachodnich wybrzeży Atlantyku po Ural, przybierając formy Młodej Skandynawii, Młodych Niemiec, Młodej Polski wreszcie, ujawniał się w filozofii, literaturze i sztuce.

Urodził się w kujawskim Łojewie w wielodzietnej rodzinie wiejskiego nauczyciela. Uczęszczał do niemieckiego gimnazjum w Toruniu, ale maturę zdał w Wągrowcu. Umuzykalniony przez matkę, wyjechał na studia do Berlina, nie został jednak ani architektem, ani lekarzem. Ujście dla skłębionych myśli znalazł w publicystyce. Jego artykuły pisane po niemiecku, później tłumaczone na polski („O psychologii indywidualności”, „Msza żałobna”, „Homo sapiens”) wyniosły go do ścisłej elity berlińskiej bohemy. W 1898 r. przybył do nieco zgnuśniałego klerykalnego Krakowa okrzyknięty mesjaszem Młodej Polski. Tu ogłosił w 1899 r. programowy manifest pt. „Confiteor”. Dał w nim wyraz współzależności poglądu materialistycznego końca XIX w. z gloryfikacją sztuki. Głosił, że: „Sztuka nie ma żadnego celu, jest celem sama w sobie, jest absolutem, bo odbiciem absolutu – duszy. A ponieważ jest absolutem, więc nie może być ujętą w żadne karby, nie może być na usługach jakiejkolwiek idei, jest panią, praźródłem, z którego całe życie się wyłoniło. Sztuka stoi nad życiem, wnika w istotę wszechrzeczy (…), nie zna ni granic, ni praw, zna tylko odwieczną ciągłość i potęgę bytu duszy (…)”. Uwikłany w kolejne romanse, z Warszawy wyjechał do Monachium. Wrócił dopiero w 1922 r. nie mogąc znaleźć trwałego miejsca dla siebie. Blask rozbłysłego meteoru przygasał. Pod koniec życia zamieszkał w kujawskich Jarontach z trudem zaspokajając podstawowe potrzeby. Miał uroczysty, państwowy pogrzeb.

Pisał wiele. Jest autorem esejów o Janie Kasprowiczu i Fryderyku Chopinie, wielbicielem „Genesis z Ducha” Juliusza Słowackiego, twórcą wielu dramatów przesyconych ideologią „nagiej duszy” („Synowie ziemi”, „Dla szczęścia”, „Gody życia”, „Złote runo”), grywanych na deskach co znakomitszych teatrów w Europie. Pozostawił także pamiętnik „Moi współcześni”, cenny obraz epoki, uważany za najbardziej wartościową publikację jaką napisał, wydaną pośmiertnie.

* * *

Matthäus Merian, 'Defenestracja praska' (rycina z XVII w.)

17 maja wystąpił Władysław Sosna z prelekcją „Defenestracja praska”. Miała ona miejsce 23.05.1618 r. Proceder był krótki: poirytowani permanentnym łamaniem postanowień listu majestatycznego cesarza Rudolfa II, uczestnicy zjazdu stanów protestanckich w Pradze postanowili odegrać się urzędnikach cesarskich. Rano tego dnia weszli na zamek hradczański, dopadli namiestników cesarskich Jaroslava Bořitę z Martinic i Viléma Slavatę z Chlumu i Koszemberka oraz ich sekretarza Filipa Fabriciego, i najzwyczajniej wyrzucili ich przez okna jadalni do fosy zamkowej. W przeciwieństwie do innych defenestracji, urzędnicy nie doznali żadnych poważniejszych obrażeń cielesnych, gdyż upadek zneutralizowało gnojowisko powstałe pod oknami jadalni, przez które obyczajowo wyrzucano resztki jedzenia pozostawianego przez gości. Niemniej „kąpiel” do przyjemnych nie należała i została potraktowana jako naruszenie majestatu cesarza i domagała się odpowiedniego ukarania.

Defenestracja była jednym z epizodów ciągnących się od blisko 100 lat i powiązanych ze sobą wydarzeń, które doprowadziły w kolejnych stuleciach do tragicznych następstw w Europie środkowej. Smutne w tym wszystkim jest to, że działo się to wśród chrześcijan. Kościół w różnym czasie przeżywał poważne kryzysy, wśród nich rozłam na dwa Kościoły, zachodni i wschodni w 1054 r. Potem w różnych krajach Europy zapalały się ogniska „herezji”, a głosiciele nowych nauk ginęli jako osoby wyklęte, przeważnie spalane żywcem na stosie. Ale bodaj żadna próba reformy Kościoła nie była tak spontaniczna i nie wywołała tak zaciętego sprzeciwu i wybuchu nienawiści obejmującej znaczny obszar Europy i trwających blisko trzy stuletnich wysiłków jej wyeliminowania z życia społeczeństw, jak Reformacja Luterańska w XVI w. Marcin Luter także znalazł się w gronie wyklętych, tu przez papieża Leona X (1521). Cesarz Rzeszy Karol V, władca krain, w których nie zachodziło słońce, przez blisko 40 lat toczył wojny z Francją i na rozwiązanie kwestii zachowania jedności Kościoła po swojej myśli zabrakło mu czasu. Niemniej zdążył wydać edykt wormacki (1521) potępiający nauki wittenberskiego buntownika i skazać go na banicję, a w 1530 r. w Augsburgu odrzucił odczytane tam „Wyznanie wiary”. Luter jednak zmarł naturalną śmiercią (1546) chroniony przez elektorów saskich.

Po jego śmierci cesarz narzucił swoje interim krajom Rzeszy (1548), ale gdy szala zwycięstw w wojnie szmalkaldzkiej zaczęła się przechylać na korzyść stanów protestanckich, zawarł z nimi pokój w Augsburgu (1555) uznając stan faktyczny, czyli prawie całkowitą niezależność i swobodę wyznaniową protestanckich książąt Rzeszy zgodnie z zasadą „czyje panowanie, tego wyznanie”. Niebawem cesarz Karol V wycofał się życia politycznego, a rok później złożył koronę cesarską, którą przejął jego brat Ferdynand I. Ustalona w Augsburgu zasada zaczęła żyć swoim własnym życiem; jej dwuznaczność bez skrupułów wykorzystywali kolejni cesarze nie jako uznanie zgody na swobody wyznaniowe protestantów, a jako ustawowe przyzwolenie do prowadzenia bezwzględnej rekatolizacji innowierców. Ich los w krajach bezpośrednio im podległych był przesądzony: mieli w krótkim czasie wrócić do Kościoła rzymskokatolickiego albo opuścić kraj i utracić swój dorobek, jeśli wcześniej nie zostali pobawieni życia na najbliższym drzewie.

Już w 1526 r., w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach w trakcie bitwy z coraz groźniejszymi Turkami pod Mohaczem, zginął król Czech i Węgier Ludwik Jagiellończyk. Zgodnie z wcześniejszymi układami jego następcami na obu tronach zostali Habsburgowie. Na Węgrzech pociągnęło to za sobą nieustające walki z Habsburgami przy wydatnym wsparciu ze strony Turków. Z kolei w 1534 r. Ignacy Loyola powołał do życia zdyscyplinowane Towarzystwo Jezusowe, usankcjonowane przez papieża Pawła III (1540), uznane za awangardę Kościoła rzymskokatolickiego o szerokich preferencjach uświęcających środki dla osiągnięcia zamierzonego celu, to jest przede wszystkim do eliminowania skutków Reformacji. Za sprawą Ferdynanda I w 1551 r. jezuici zostali sprowadzeni do Wiednia celem odnowienia uniwersytetu, w 1556 r. osiedli w Pradze, następnie w Trnawie (1561), Braniewie (1564), Ołomuńcu (1566), Krakowie (1579), wreszcie na stałe we Wrocławiu w 1637 r. Zakończyły się także w 1563 r. trwające od 1545 r. obrady Soboru Trydenckiego określające zasady restytucji Kościoła rzymskokatolickiego. Realizacja postanowień soborowych przybrała ostre formy w czasie panowania cesarza Rudolfa II (1576-1612). Cesarz przeniósł stolicę cesarstwa do Pragi, a wraz z nim osiedliło się nad Wełtawą wielu obcokrajowców związanych z „partią hiszpańską”. Na Śląsku cesarz łamał obowiązujące zasady wyboru biskupów i starostów, wszystkie ważniejsze stanowiska obsadzał posłusznymi mu ludźmi, patronował restrykcjom wobec akatolików w tzw. księstwach dziedzicznych (Nysa, Kłodzko, Opole, Świdnica). Szczególnie głośne stały się wydarzenia w Opawie, gdzie w odpowiedzi na protest przeciw zarządzeniom biskupa i obrzucenie jego karety kamieniami, miasto zostało wyklęte, pozbawione wszelkich przywilejów i całkowicie spacyfikowane przez wojsko (1607). Te i inne pociągnięcia Rudolfa II spotkały się z retorsjami ze strony brata Macieja, który korzystając z poparcia stanów na Węgrzech pozbawił go korony węgierskiej, władzy w Austrii i na Morawach (1608).

Równocześnie ze swoimi postulatami wystąpiły także stany czeskie wspierane przez stany śląskie. Rudolf II pragnąc utrzymać się chociaż na tronie czeskim, w 1609 r. wydał list majestatyczny gwarantujący stanom czeskim pełną swobodę religijną, te jednak zażądały podobnego przywileju dla Śląska. Miesiąc później zapisy listu majestatycznego zostały rozciągnięte także na Śląsk, ale jednocześnie Rudolf II szykował spisek ściągając do Pragi wrogie protestantom wojska arcyksięcia Leopolda. Wykrycie spisku spowodowało pozbawienie Rudolfa II korony czeskiej na rzecz Macieja (1611). Ten, gdy został cesarzem (1612), wykazywał już mniejszą ochotę do przestrzegania zapisów listu majestatycznego, z premedytacją kontynuował rugowania protestantów z urzędów, zwłaszcza z izby śląskiej. Sytuacja pogorszyła się, gdy protestantom odebrano co dopiero wybudowane kościoły w Hrobach i Broumowie. Zdesperowana szlachta protestancka zażądała na zjeździe w Pradze wyjaśnienia podstaw zajęcia kościołów. Skoro go nie otrzymała, uczestnicy drugiego zjazdu zdecydowali się na desperacki krok defenestracji namiestników cesarskich i zorganizowania powstania. Tymczasem Maciej oddał władzę swojemu bratankowi, Ferdynandowi II, zdecydowanemu wrogowi protestantów i krótko potem zmarł (1619). Odmowa złożenia hołdu Ferdynandowi II przez stany śląskie bez gwarancji zachowania wolności wyznaniowych oraz zagrożenie Wiednia oblężeniem zmusiły cesarza do chwilowego ustępstwa.

Zebrane w Pradze stany wszystkich krajów tzw. korony czeskiej uchwaliły utworzenie państwa związkowego z osobnymi rządami w poszczególnych krajach (Czechy, Morawy, Śląsk i Łużyce) połączonych unią personalną obieralnego króla, na którego powołano elektora Palatynatu Ferdynanda V. 26.08.1619 ogłoszono detronizację Ferdynanda II. W tym samym czasie król Siedmiogrodu Gabor Bethlen opanował tereny Górnych Węgier (dzisiejsza Słowacja), zajął Bratysławę i podjął marsz pod Wiedeń, gdzie już operowały sprzymierzone wojska protestanckie. Jednak Ferdynand II nie zasypywał gruszek w popiele, nawiązał kontakt z królem Polski Zygmuntem III Wazą, a ten powodowany wielką przyjaźnią do Habsburgów wysłał do Siedmiogrodu najemnych lisowczyków, którzy pozostawiali po sobie spaloną ziemię. Drugi oddział lisowczyków przez Śląsk i Morawy dążył pod Pragę, po drodze niszcząc dobytek mieszkańców w okolicy Strumienia i Skoczowa, a próbujących stawiać opór pozbawiał życia, na Ziemi Kłodzkiej wyciął kilkaset bezbronnego chłopstwa. Na wiadomość o zniszczeniach w Siedmiogrodzie, Bethlen pośpiesznie wycofał swoje wojska spod Wiednia, czym znacznie osłabił liczebność wojsk protestanckich. Do generalnej rozprawy z wojskami cesarskimi doszło pod Białą Górą niedaleko Pragi (8.11.1620). Kilkakrotnie silniejsza armia cesarska z łatwością rozprawiła się z wojskami powstańczymi. Walka trwała dwie godziny, ale jej tragiczne skutki zwłaszcza dla Czech odczuwane były przez trzysta lat. Rozpoczęta na dobre bitwą pod Białą Górą wojna 30-letnia pogrążyła środkową Europę w szale niszczenia, pochłaniając kilka milionów ofiar w ludziach i setki zniszczonych miast i wsi. Ale to już odrębna, jakże smutna historia.

* * *

Dr Wacław Olszak (1868-1939)

24 czerwca Stefan Król opowiedział o lekarzu, wybitnym społeczniku i działaczu, burmistrzu Karwiny, dr. Wacławie Olszaku (1868-1939). Pochodził z biednej wielodzietnej chłopskiej rodziny. Urodził się w Szonychlu (dziś Republika Czeska). W Cieszynie z wyróżnieniem ukończył gimnazjum (1889), studia medyczne z tytułem dr. med. zaliczył w Wiedniu. Już w Cieszynie udzielał się w „Jedności”, a w Wiedniu w „Ogniwie”. Po odbyciu obowiązkowej praktyki w kilku szpitalach, w 1896 r. został lekarzem Kasy Chorych w Karwińskim Zagłębiu Węglowym. Było jego marzeniem służyć ludziom w rodzinnym środowisku, zwłaszcza ciężko pracującym górnikom, gnieżdżącym się w przykopalnianych koloniach gdzie warunki mieszkaniowe nie należały do komfortowych. Starał się zwłaszcza wpłynąć na poprawę higieny, roztoczył opiekę nad dziećmi górników, organizował pomoc materialną, ochronki, kolonie letnie, wycieczki. Służył swoją wiedzą wszystkim potrzebującym bez względu na narodowość i wyznanie, cieszył się coraz większym szacunkiem i poważaniem.

Stefan Król - prelegent

Gdy zawiązała się Rada Narodowa, z ramienia Związku Śląskich Katolików został jej członkiem. Niełatwa była decyzja dr Olszaka w chwili, gdy podział Śląska Cieszyńskiego w 1920 r. stał się faktem: pozostać, czy – jak wielu – opuścić rodzinne strony. Zdecydował się pozostać w Karwinie i jako Polak służyć dalej swojemu środowisku. Przejął więc obowiązki prezesa zaolziańskiej Macierzy Szkolnej, dbał o rozwój polskiego szkolnictwa, w tym także jedynego polskiego gimnazjum w Orłowej, stając się jego nieoficjalnym lekarzem szkolnym, nie ustawał w pracy oświatowej wśród starszych. Udzielał się także, podobnie jak w Macierzy, w siostrzanym Polskim Towarzystwie Turystycznym „Beskid Śląski” w Orłowej, wydatnie wsparł budowę schroniska na Kozubowej, a wcześniej na Ropiczce gdy jeszcze nie było tu granicy polsko-czeskiej. Obecny był także w Radzie Opiekuńczej i w innych organizacjach. Przy pierwszych wyborach samorządowych w 1928 r. został wybrany burmistrzem Karwiny, a w 1935 r. jednogłośnie na prezesa Rady Naczelnej Polaków w Czechosłowacji.

Gdy wzrastało zagrożenie wojną pozostał na swojej placówce. Już w następnym dniu po wtargnięciu wojsk hitlerowskich na Ziemię Cieszyńską (2.09.1939) został aresztowany i poddany bestialskiemu pobiciu. Zmarł w karwińskim szpitalu w niewysłowionych mękach 11 września 1939 r., jako jedna z pierwszych ofiar terroru hitlerowskiego na Ziemi Cieszyńskiej. Pozostawił żonę Marię z domu Kraus, dwóch synów Wacława i Feliksa – inżynierów i profesorów uczelni technicznych (pierwszy – wybitny specjalista z zakresu wytrzymałości materiałów, drugi – metalurg) oraz córkę Marię.

* * *

Smażenie jajecznicy na Sułowie

31 maja. Druga nasza tegoroczna wycieczka połączona z tradycyjnym smażeniem jajecznicy zapowiadała się pomyślnie, gdyż zarówno frekwencja jak i prognoza pogody były dobre. W optymistycznym nastroju wyruszyliśmy na zaplanowaną trasę. Starą drogą przez Trzanowice dotarliśmy do Ligotki Kameralnej. Gdzie jak gdzie, ale liczyliśmy, że restauracja hotelowa będzie czynna. Tak, ale dopiero od godz. 11! W Wielkiej Lhocie sympatyczny zajazd. Cóż z tego, otwierany dopiero o 16! We Frensztacie restauracja zdawała się już być otwarta, ale nie było gdzie zaparkować, jechaliśmy więc do Starych Hamer, okrążając od zachodu jezioro zaporowe Szańce. Liczyliśmy, że będziemy mogli zatrzymać się przy jedynej restauracji nieopodal kościoła. Tak, ale restauracji nie ma, jest tylko budynek po niedokończonym remoncie. Po drodze aż do zatoczki w dolinie Jamnika nie napotkaliśmy na miejsce, gdzie moglibyśmy chociaż „na sucho” usmażyć naszą jajecznicę. Mieliśmy potem zamiar zrobić spacer do dawnego przysiółka pasterskiego Groń. Owszem, asfaltowa droga jest, ale wjazd możliwy za pozwoleniem z urzędu gminy. Szkoda nam było czasu, więc podjechaliśmy do pobliskiej Biłej, gdzie obok dawnego pałacu biskupiego urządzone jest duże pole zabaw dla dzieci, a także wydzielone miejsce do grilowania, jest barek i kawiarnia pałacowa. Wszystko zamknięte! Poradzono nam pojechać wyżej… Zacząłem tracić cierpliwość. Wpadłem na pomysł, aby pojechać na Sułów. Są tam dwa schroniska – hotele, czeskie i słowackie, położone przy węźle kilku ruchliwych szlaków turystycznych… więc chyba czynne! A wielka figa: obydwa zamknięte! Co więcej obok czeskiego trwała budowa jakiegoś dużego obiektu. Pytanie, dla kogo, skoro schroniska są zamknięte, bo jeszcze nie sezon?! I to pytanie przygodnego rozmówcy: czy macie mało miejsca w Polsce, że musicie tu przyjeżdżać z grilem!?

Na szczęście nieopodal czynny był w prowizorycznym baraczku mały barek, ławy, gospodyni nie wadziło, że w cieniu pobliskiego smreka ustawiliśmy nasz piecyk. Mistrzowie patelni przystąpili do obrzędu smażenia jajecznicy, pozostali w tym czasie uzupełniali płyny. I jajecznica i piwko smakowały wybornie. Miejsce zaciszne, ładne, widokowe, ale uraz pozostał! Jeszcze nigdy i nigdzie na terenie Republiki Czeskiej nie spotkaliśmy się z taką odprawą.

Kościół ewangelicki w Starych Hamrach

Zjechaliśmy w dół do doliny Ostrawicy. Ponieważ mieliśmy trochę czasu, zboczyliśmy do kościoła ewangelickiego w Starych Hamrach, usytuowanego na zachodnich rozłogach Smreczyny. Dzięki wycince leśnej odsłonięty został nie tylko kościół, ale też spod niego otworzył się piękny widok na dolinę Ostrawicy w stronę Smreka i Ondrzejników. Szczęśliwie zastaliśmy proboszcza, który otworzył nam kościół i znalazł czas na opowiedzenie historii tej ongiś filii zboru ligockiego, a od 1892 r. samodzielnej parafii, najbardziej wysuniętej na południowy zachód dawnego Księstwa Cieszyńskiego. Pierwszym proboszczem w wybudowanym w 1876 r. kościele był pochodzący z Cieszyna ks. Jan Boruta (1860-1918), dorywczo zastępował go od 1908 r. ks. Andrzej Buzek (1885-1971), wówczas wikariusz i pierwszy proboszcz, budowniczy kościoła we Frydku, późniejszy zasłużony katecheta w Cieszynie. Także zborownicy wiślańscy odstąpili nowemu kościołowi czynne po dziś niewielkie organy i ołtarz.

Frydek – odnowione kamieniczki mieszczańskie z XVIII w.

Kościół ewangelicki we Frydku

Zatrzymaliśmy się jeszcze we Frydku-Mistku powstałym z połączenia w 1942 r. dwóch miast: śląskiego Frydku i morawskiego Mistka, rozdzielonych ongiś graniczną rzeką Ostrawicą. Upał nie zachęcał do nazbyt długiego spaceru. Frydecki zamek, do XVI w. strażnicę Piastów cieszyńskich, potem w ręku różnych rodów, m.in. Oppersdorfów i Prażmów, którzy dokonali kolejnych przebudów zamku, dziś siedzibę muzeum, zastaliśmy w remoncie. Duży rynek jest udostępniony dla ruchu samochodowego z możliwością zatrzymania się na niewielkich enklawach i pobliski parking rozwiązują sprawę turystom, którzy nie znając miasta z łatwością mogą trafić do centrum. Z żalem pomyślałem o Cieszynie, gdzie piękny rynek chce się przekształcić na wyłączony z ruchu szpilplac z plażą piaskową i targowiskiem bud piwnych zasłaniających podcienia, i do reszty spaćkać i tak z racji położenia trudny układ komunikacyjny śródmieścia. Natomiast wędrując ulicami Frydka by dotrzeć do wybranych obiektów, trzeba stwierdzić, że w zakresie ułatwienia poruszania się osób niesprawnych, miasto serwuje im wiele pułapek w postaci schodów lub wysokich progów nawet na oznaczonych przejściach dla pieszych.

W niespełna trzy kwadranse dojechaliśmy do rozgrzanego słońcem Cieszyna. Kontury Beskidów zacierały się w wieczornej gęstniejącej mgiełce…

Tekst: Władysław Sosna, zdjęcia: Grażyna Marzec i Władysław Sosna

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>